Zaczęło się od tego, że Nela oddawała smok rano coraz chętniej, od czasu do czasu dodając "Ja już nie potrzebuję smoczka, jestem dużą dziewczynką". Potem zaskoczyła nas w samochodzie, kiedy będąc o krok od zaśnięcia wyjęła sobie smoczek z buzi, oddała mi i oznajmiła cytatem z książeczki "Mamo, ten smoczek wygląda głupio". Wszyscy zaniemówili i czekali co będzie dalej, a ona jakby nigdy nic zasnęła do swojego ulubionego zespołu reggae Alfa Blondi. Nie minęło kilka dni, kiedy wróciwszy wieczorem z jogi zastałam Grzesia z dziwną miną i smokiem w ręku. "Nela postanowiła mi go oddać, bo stwierdziła, że smoczek wygląda głupio" - nie wierzyłam własnym uszom! W ciągu dnia to rozumiem, ale wieczorem... zawsze o niego prosiła. Naprawdę nam zaimponowała swoją silną wolą, jak już raz podjęła decyzję, cierpiała ale się nie poddała. Chwilę pochlipała, pościskała za rękę i zasnęła. Z uznaniem więc wypiliśmy jej zdrowie, Grześ Guinnessem a ja bezalkoholowym Beck Blue. Rano symbolicznie oddaliśmy smoczek bobaskowi Aleksandrowi ze Świnki Peppy, żeby już nie było powrotu do silikonowego narkotyku. Przez kilka kolejnych dni trzeba było usypiać Nelę trzymając za rękę, budziła się czasem w nocy z płaczem a rano wstawała o barbarzyńskich, jak na siebie porach, raz czy dwa nieśmiało wspomniała o smoczku. Po tygodniu nie było już nawet śladu uzależnienia, a spanie w nocy wróciło do normy... Niestety razem ze smoczkiem pożegnaliśmy się też z popołudniowymi drzemkami.
A Tony'emu Ross'owi oraz Małej Księżniczce serdecznie dziękujemy za pomoc :).
