wtorek, 26 stycznia 2010

Zabawy domowe

Nela, jak większość dzieci w obecnych czasach, ma sporo różnych zabawek. Ale im bardziej skomplikowana i zaawansowana technologicznie zabawka, tym nasza królewna mniej się nią bawi. Oprócz wszelkich obiektów nielegalnych, a pociągających, jak butelki, telefony komórkowe (ale wyłącznie działające), części komputerowe i klucze, niezastąpionym źródłem radości są dla niej: książeczki, które uwielbie oglądać, wyciągać z szuflady i rzucać na podłogę z komentarzem "bam"

... pudło z nierozpakowaną szafką łazienkową z Ikei, które rezyduje u nas w dużym pokoju niczym zapomniany wigilijny karp w wannie ...

... oraz różowy kocyk, którym można do upadłego bawić się w akuku.

Dziś wieczorkiem Nela sama wymyśliła, że chce się pobawić w chowanie za różowym kocykiem. "A kuku" zza kocyka rozśmiesza ją już od kilku miesięcy, ale do tej pory zabawę zawsze inicjowaliśmy my, czyli tzw. dorośli. Ze swojego łóżeczka wyciągnęła przez sztachetki różowy kocyk i zaczęła nim energicznie machać. Potem przykrywała sobie głowę, albo chociaż buzię i rechotała się w najlepsze jak kocyk spadał, albo go ściągała i znowu wszystko widziała. Potem dołączyłyśmy się razem z babcią Alą do imprezy i każda z nas chowała się po kolei za kocykiem. Ale było wesoło. Ile to radości może przynieść jeden mały kocyk!

A tu zabawa kocykiem przy innej okazji (rechoty z babcią nagrałam 'pionowo' więc trzebaby oglądać w poziomie'... bez komentarza co do moich umiejętności operatorskich... i nadal szukam jakiegoś darmowego programiku do 'przekręcania' filmików)

video

niedziela, 24 stycznia 2010

Słownik Buczkowo-Polski

Z najnowszego wydania "Kieszonkowego Słownika Buczkowo-Polskiego":

1. Lekcja pierwsza - komunikacja niewerbalna. Oprócz języka mówionego, każda nacja ma swój własny zestaw gestów i min, które coś oznaczają - dla współbratyńców są oczywiste, a dla obcych mogą być trudne do zinterpretowania. I tak na przykład dla Bułgara kiwanie głową, które Polacy interpretują jako „tak” oznacza „nie”. I odwrotnie, kręcenie głową w Polsce oznaczające zaprzeczenie, dla Bułgara będzie oznaką aprobaty. Nela jak na razie jest dość prosta do rozszyfrowania:

"Wyciąganie rączek" - znaczy oczywiście "podnieś mnie" albo "przytul mnie"

"Kręcenie głową prawo-lewo" - to po naszemu NIE!

"Tarcie oczu" - jestem zmęczona, chcę spać

2. Lekcja druga - słowa, które my mówimy a Nela rozumie:

"mama": to ta co karmi mleczkiem, przytula, bawi się, przewala z Nelą na podłodze, zabiera w różne fajne miejsca

"tata": to ten duży osobnik co tarmosi, uspokaja w nocy, nosi w chuście i w nosidle całymi kolometrami, robi "samolot", zabiera do pubu

"babcia": to ta co rozpieszcza, pokazuje mnóstwo fajnych rzeczy i duuuużo o nich opowiada, gotuje pyszne zupki, spędza z Nelą czas jak mama i tata są w pracy

"piesek" - co prawda Nela go nie ma, ale pamięta Fabia z ameryki i uwielbia obserwować pieski w parku

"am am": coś do jedzenia, staramy się mówić do Nelki normalnie ale jakoś to "am am" się przyplątało

"wrona": jak sama nazwa wskazuje, albo inny czarny ptak, na które Nela patrzyła razem z babcią w parku

"statek": siedząc przy stole obserwujemy przez okno statki, łódki, barki i promy jak kursują po Tamizie

"aniołek": przywieziongo z Polski czerwono-złotego aniołka rękodzieła Piaseczyńskiego, powiesiliśmy w przedpokoju. Nela od razu zauważyła, że to coś nowego i kilka dni przeżywała jego pojawienie się - podraczkowywała pod ścianę, wstawała, patrzyła na aniołka i z przejęciem o nim "opowiadała" (niewiele rozumieliśmy).

"kwiatek": kupiłam jej niedawno kwiatek do pokoiku i wystarczyło kika razy jej go pokazać o powiedzieć "kwaiatek", żeby zapamiętała

3. Lekcja trzecia, słowa, które Nela mówi a my rozumiemy (a przynajmniej tak nam się wydaje)

"mama": mama, tata albo babcia, generalnie bliska osoba opiekująca się Nela. Kiedy przychodzę z pracy, Nela raczkuje do mnie i mówi "mama mama mama"

"bam bam": piłki wszelkiej maści oraz baloniki - np. dmuchana pilka plażowa, mini-siatkowa albo plastikowa z dziurami na małe paluszki. Kiedy podczas czytania swoich książeczkek odnajdzie balonik albo piłkę, cała podekscytowana mówi "bam bam"

"bam": spadać - Buczek jest w fazie rzucania czym się da, najlepiej żeby spadając wydawało dźwięk. Wyrzuca zabawki z wózka na spacerze albo zrzuca butelkę i jedzenie siedząc w wysokim foteliku. Ostatnio odkryłam, że "bam" opisuje też to co się dzieje ze wspinaczem jak nie może utrzymać chwytu. Kiedy byłyśmy razem na ściance Nela obserwowała wspinających się tam boulderowców i mówiła "bam" jak spadali na materac.

"kra kra" (gardłowe z francuskim "r"): czarny ptak (to chyba nasze ulubione słowo). W zeszły poniedziałek babcia zabrała Nelkę do parku i pokazywała jej różne ptaszyska: kaczuszki, kurki wodne, gołębie i wrony "które mówią 'kra kra'". Nela jak zwykle przeżywała znajomość nowego słowa dobre kilka dni. Najbardziej ujęła mnie gdy czytając na dobranoc wierszyk Brzechwy "Jak rozmawiać trzeba z psem", na stronie gdzie "pies przestraszył stado wron" Nela wypluła smoczek i powiedziała z przejęciem "kra kra". Innym razem, zwiedzając wystawę w Tate Modern skomentowała jedną z awangardowych rzeźb przedstawiających dwie przebite strzałami kawki - "kra kra"

"hau hau": oczywiście tak szczekją ulubione pieski

4. Lekcja ostatnia - słowa niezrozumiałe. Nela mówi oczywiście mnóstwo słów, których my zupełnie nie możemy rozszyfrować jak np "dididi" "dedede" albo "giej" (no, chyba nie o to jej jednak chodzi)

'Kra kra' i 'hau hau' w wykonaniu niespełna 10-cio miesięcznej Nelki

video


video

niedziela, 17 stycznia 2010

Marudnik pospolity w Knole

Do przepięknego parku otaczającego 15-wieczną posiadłość Knole w hrabstwie Kent jeździmy często, ale z Nelą byliśmy tam po raz pierwszy. Tradycyjnie zabieramy tam naszych gości, więc jeśli planujecie nas odwiedzić - przygotujcie się na obowiązkową wizytę w Knole. Jak dotąd, wszystkim się podobało, a przynajmniej nie marudzili. Aż do dziś, kiedy to pewna mała dziewczynka wcale nie zachwyciła się starym parkiem (który cudem ocalał po ataku sławnej burzy 1987 r) rozłożystymi cedrami, jelonkami i kosmicznie przystrzyżoną trawą pola golfowego. Z całego dnia najbardziej podobało jej się w Chińskiej restauracji, gdzie mogła jeść suchy ryż ręką, rozwalać go po dywanie, łazić pomiędzy stolikami i uśmiechać się do pani kelnerki (Nela ma ostatnio słabość do azjatek).

Szybko uciekamy przed groźnymi golfistami przed którymi przestrzega tabliczka.

Skoro zagrożenie glofistyczne miało być z lewej to sprytnie uciekliśmy w prawo, ale niebawem okazało się, że białą, twardą piłką można dostać i tam, bo zapowiadająca się dziko ścieżka zaprowadziła nas prosto na terytorium nieprzyjaciela.

Nela nie należała tego dnia do łatwych Buczków, jak tylko wstała z drzemki to zaraz znudziło jej się siedzenie w wózku i zaczęła marudzić i stękać. Najchętniej poraczkowałaby pewnie po łące, ale wszędzie mokro i błotniście, a do tego zimno. Kolejne sposoby ujarzmienia lwa-marudnika przynosiły tylko tymczasowe rezultaty:

Sposób nr 1 - zgodnie z powiedzonkiem "jak Polak głodny to zły" próbowaliśmy nakarmić (tudzież "napaść" jak to mawia Grześ).

Sposób nr 2 - potarmosić, popotrzącać, poprzytulać, polatać samolotem

Sposób numer 3 - jelonek łagodzi obyczaje a co dopiero całe stadko (niestety uciekało)

Sposób "ostatnia deska ratunku" - chusta - kiedyś gwarantowała dobry humor ale teraz niestety różnie bywa.
Czy ktoś się boi jelonka?

niedziela, 3 stycznia 2010

Spotkania po latach w skrócie telegraficznym

Dawno się już tak nie naodwiedzaliśmy! Codziennie spotykalismy się z rodzinką albo ze 'starymi znajomymi' (nie wiekiem ale stażem znajomości ma się rozumieć). Neli bardzo ten tryb życia przypadł do gustu gdyż buczki-mruczki z natury są stadne, towarzyskie i lubią 'bywać'. Poniżej telegraficzny skrót z niektórych odwiedzin.

Grześ i Mafia - kiedyś koledzy ze szkolnej ławy i stolika brydżowego, teraz również dumni tatusiowie.

W wieku 1.5 roku Hela jest już gwiazdą medialną jednego z miesięczników dla rodziców (nie pamiętam niestety jakiego...). Przez cały pierwszy rok, co miesiąc publikowano jej zdjęcia i świeże ploteczki dotyczące błogiego niemowlęcego żywota. W zamian, dostawała tyle słoiczków z wymyślnymi paciajkami Hipp ile dusza zapragnie. Podobno po jakimś czasie zupełnie jej się przejadły i teraz preferuje swojską pomidorówkę. Jak widać lubi też ciasteczka ;>.

Nela zafascynowała się bródką Artura, a.k.a Kazia, z którym mama pracowała kiedyś w Andersenie. Ale to nie prezentacje w power-point'cie były najważniejsze w naszej przyjaźni - razem nurkowaliśmy, podróżowalismy po bliskim wschodzie, a na balkonie podłego acz drogiego hotelu w Damaszku zapijaliśmy amebę legendarną arturową pigwówką. Tego kaca pamiętam do dziś.

Podskoki na kolanach Agnieszki, żony Artura, rownież towarzyszki bliskowschodnich wojaży.

Zabawy z Łucja, z którą mama i tata studiowali, mieszkali i imprezowali. Łucja, jak wiekszość naszych znajomych uwielbia podróżowac, więc niedawno wyemigrowala do Wrocławia gdzie poznaje tajniki Google'a od kuchni.

U Gozdala i Malwiny zajadaliśmy świąteczne pyszności i popijalismy barszczem, aż niektórzy dostali wypieków z wrażenia. A mama była tak rozkojarzona, że zupelnie zapomniała nelkowych spodni i swojej torebki.

Malwina to się umie bawić z dziećmi ;>.

Tosia, siostrzenica Malwiny, ma 3.5 roku ale wygląda na 6. Nie dość, że jest wysoka to jeszcze jaka wygadana!
U Joli, Mateusza i Wojtka, Nelka biegała na czworaka po całej podłodze i broiła, ale mimo to dostała śliczne książeczki (które swoim zwyczajem zaraz obgryzła). Wojtek pisze bloga i to nie tak jak my, raz na jakiś czas, ale pieczołowicie i sumiennie opisuje praktycznie każdy dzień, a do tego, choć ma dopiero 7 miesięcy, zrobiono mu już chyba więcej zdjęć niż Bradowi Pittowi w ciągu całej kariery.
Michał jeszcze będąc w maminym brzuchu odwiedził więcej państw niż przeciętny Polak w ciągu calego życia, a ostanio był pod namiotem w Omanie.

Maryś, Bastek i Michał odwiedzili nas tez w rodzinnym Piasecznie, ale ku naszemu rozczarowaniu nie mieli ochoty zwiedzać lokalnych zabytków, np. pijalni piwa "ufo". Wybrali sie jedynie do pobliskiego centrum handlowego w celu nabycia butow dla Bastka, a Michał został z nami - bawił się z Nelą a potem spał.

Nela perfidnie wykorzystała przewagę swojej mobilności i ukradła Michałowi smoczek - jak widać nie był tym faktem zachwycony.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...