A Szwajcaria? To ewenement na skalę światową! Wszelkie krążące na jej temat stereotypy są absolutnie prawdziwe. Samochody schludne, zaparkowane równiutko pod przepisowym kątem, pociągi jeżdżą punktualnie i tak cicho, że robi się nieswojo a za cenę makaronu z sosem pomidorowym można by wyżywić afrykańską rodzinę przez miesiąc. Makulaturę trzeba wystawiać w określone dni o ściśle określonej porze, równiutko powiązaną sznurkiem w paczki o przepisowych wymiarach, inaczej lokalni śmieciarze ani myślą jej pobierać. We własnym mieszkaniu broń boże nie wolno nic upuścić na podłogę, bo sąsiedzi zaraz nakablują spółdzielni, że uprawiamy stepowanie i pogarszamy im jakość życia.
Oprócz wizualnej poprawności, ma się też wrażenie, że istnieją nieznane niepisane zasady których się nie zna, ale jak tylko się je złamie, od razu jakiś życzliwy Szwajcar pośle nam upominające spojrzenie. W sumie niektórzy autochtoni patrzą karcąco na zapas, żeby się turysta nie rozbisurmanił. Mało się nie popłakaliśmy ze strachu kiedy Nela nakruszyła drożdżówką na podłogę w pociągu. W pocie czoła zbieraliśmy resztki podwieczorku mokrymi chusteczkami, byle tylko nie podpaść. Na szczęście Nela jest w stanie rozczulić nawet Szwajcarów i często wywoływała na ich twarzach serdeczny, szczery uśmiech.
A do tego jest tam tak ładnie, folderowo i broszurkowo, że człowiek zaczyna tęsknić za odbiciem kopcącej elektrociepłowni Żerań w falach Wisły.
Shane i Sarah, z którymi przyjaźniliśmy się w Londynie, od roku mieszkają w Zurychu. To właśnie u nich waletowaliśmy przez te 4 dni.
THANKS FOR PUTTING UP WITH US FOR 4 DAYS!!!








Brak komentarzy :
Prześlij komentarz