sobota, 26 marca 2011

Hall Place w marcowy weekend

Już od kilku weekendów słaba pogoda lub choróbska trzymały nas w okolicy domu, więc gdy w sobotę okazało się, że temperatura ciał i powietrza znośna, nikogo nie trzeba wieźć do przychodni czy szpitala, postanowiliśmy wyskoczyć na małą wycieczkę do pobliskiego dworu Hall Place. Pokaźnych rozmiarów rezydencja położona jest w południowo-wschodnim Londynie, tuż przy naszej wylotówce A2, więc praktycznie rzut beretem. Dwór tradycyjnie otoczony jest okazałym ogrodem z jeziorkiem i precyzyjnie przystrzyżoną trawą, po której biegają utuczone przez zwiedzających kaczki i gęsi.

Hall Place - skrzydło z szarego kamienia pochodzi z połowy 16w. a ceglane dobudowano 100 lat później

Ogrodnikom pałacowym nie da się odmówić kreatywności, oto imponujących rozmiarów szpaler krzaczorów powycinanych w różne godła i herby.

W środku starych sprzętów niestety nie ma (wolą ostatniej właścicielki sprzedano je na aukcji a dochód przekazano kościołowi). Można natomiast połączyć się węzłem małżeńskim w przestronnym holu i zwiedzić kilka wysoce losowych wystaw, np. gramofonów, strojów z czasów wojny czy nadrobić zaległości z historii i geografii kolonii brytyjskich.

Można też wyglądać za okno i mieć nadzieję na nieprzyłapanie przez ochronę.

Praktycznie każdy pałac czy muzeum w Brytfanii ma kącik lub pokoik specjalnie dla dzieci, gdzie dotykanie eksponatów jest wysoce wskazane. W Hall Place można było odrysowywać stare obrazki (podobało się), przebierać się w stroje z epoki ("nie chcesz") i szukać skarbów w szufladach (bardzo się podobało bo normalnie jest wysoce niewskazane).

Rodzicom w końcu udało się trafić kulką w miseczkę na końcu pałki, ale Nela ma przed sobą długą drogę. Zdecydowanie bliżej była pozbawienia się kulką przednich zębów lub nabicia guza.

Niby marzec, wilgotno i chłodno, a w ogrodzie już pięknie kwitły drzewa.

Nela jest zakochana w Mawglim z Księgi Dżungli (oczywiście w wersji kreskówkowej), ale jak przyszło do wiszenia na gałęzi, okazała się cykorem.

Gąski też ją niby interesowały, ale tata musiał być na wyciągnięcie ręki coby w razie ataku drobiowego uratować z opresji.

3 komentarze :

  1. to tata neli czy ludzik michelin?

    OdpowiedzUsuń
  2. w porównaniu Delhi to raczej i zimno i wilgotno, ale już z Nowosybirskiem to nie wypadamy tak źle ;>.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...