Pierwsze wspinaczkowe wakacje we trójke mamy zaliczone, a Nelka spędziła 1/6 swego życia w skałach. Długo nie mogliśmy się zdecydować dokad pojechać, ale koniec końcow padło na Fountainbleau. Nela jako światowa dziewczyna już tam zresztą była jak miała 28 tygodni i pływała sobie rozkosznie w przytulnym, maminym brzuchu podczas gdy na zewnątrz było -2 C.
Nie mieliśmy odwagi biwakować pod namiotem (głównie w obawie przed zemstą sąsiadów z pola namiotowego, którzy nie przepadają za przymusowymi wieczornymi koncertami naszej małej divy) więc wynajeliśmy 'Gite', tudziesz domek wakacyjny. Trafiliśmy w 10-tkę bo miejsce przeurocze, klimatyczne kamienne podwórko, pnące róże i dzikie wino, stare belki pod sufitem i niezwykle gościnna właścicielka, która zakochała się w Nelce od pierwszego wejrzenia.
Na promie nieźle bujało ale u Taty w nosidełku jest bezpiecznie

Nasze urocze lokum w Bourron-Marlotte

Już pierwszego dnia, wraz z niejakim Tomkiem O, który mieszka w Font naparliśmy w najbliższe skały. W ramach rozgrzewki musieliśmy pokonać z wózkiem (nie po to kupiliśmy maszynę 'all terrain' żeby stała w domu) niezły tor przeszkód, piaszczyste leśne ścieżki, powalone przewa, kamieniste ścieżki. Chłopaki prężyli mięśnie przenosząc 13-sto kg wózek, 3 crash pady i 3 plecaki, a Nelka wszystko to w miarę dzielnie znosiła przypatrując im się z zaciekawieniem z bezpiecznych ramion mamy. Jak już wtarabaniliśmy się na szczyt pagórka gdzie były bouldery zaczęło zbierać się na burzę... Szybko więc zrobiliśmy po kilka przystawek (oprócz mnie, bo jakoś mi nie szło) i musięliśmy ratować się ucieczką pod najbliższą przewieszkę. Zgodne stwierdziliśmy, że chyba powinni nam odebrać prawa rodzicielskie.
Hmmm, dokąd by się tu dziś wybrać?

Kolejnego wspinaczkowego dnia zaprzyjaźniliśmy się z dwoma przesympatycznymi chłopakami - Fred'em z Portugalii i Andy'm z Australii, kórzy, o ironio, poznali się w Polsce i mięli camper-vana na Polskich numerach. Towarzyszył im też młody, wesoły czarny pies o imieniu 'Guzik' ;>. Bardzo nam się przyjemnie razem wspinało, a i Nelkę łatwiej w kilka osób obsłużyć. Szkoda, że nie mogli zostać na cały nasz wyjazd.
Zdjęcie Neli zrobione przez wujka Fred'a

Z Tatą pod pierwszym 7a w Font

Alternatywne zastosowanie crash pad'a

W dni restowe (jeśli nie padało) chodziliśmy na wycieczki po lesie i nad Sekwaną

Tata jest strasznie śmieszny

I dużym i małym chce się pić na szlaku