Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia Północna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia Północna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2011

Irlandia w 12 dni

Nasza trasa: Londyn - Swansea (prom) - Cork - Ring of Kerry - Dingle - Doolin - Cliffs of Moher - Galway - Aran Islands - Clonmacnoise - Belfast - Giant's Causey - Brú na Bóinne - Dublin - Wicklow Mountains (bouldering)

Myśląc o odwiedzeniu Irlandii najbardziej baliśmy się, że będzie zbyt podobna do Wielkiej Brytanii i niczego nowego nie doświadczymy. Na szczęście myliliśmy się, zarówno krajobrazowo jak i kulturowo Irlandia i Irlandia Północna są oryginalne i inne, a z uwagi na wygodę poruszania się własnym samochodem, idealne na wyjazd ciążowy. Oczywiście jak zwykle zaplanowaliśmy za dużo... ale tu jesteśmy chyba nieuleczalni :). Obawialiśmy się też jak Nela poradzi sobie bez pieluszki, ale oprócz nielicznych wpadek córka-awanturka spisała się świetnie.

Równie fajne jak zwiedzanie Zielonej Wyspy było zwiedzanie znajomych: Łucji, Agi i Tomka. Łucja oddała nam własną sypialnię, a sama bohatersko testowała therm-a-rest'a i śpiwór przed wyjazdem na Islandię. Super nam się razem mieszkało :). Kochana - jeszcze raz dzięki za gościnę, sernik, noszenie naszego potomstwa, skoki przez kałuże, kaczki i bycie naszym przewodnikiem po Dublinie!

I oczywiście jak przystało na ciocię rozpieszczała Nelę obdarowując ją na pożegnanie czekoladowym misiem na patyku, którego łasuch pochłonął zaraz po wejściu na prom.

Aga i Tomek, super było Was zobaczyć! Przejażdżka rowerowa, bardzo się Nelce podobała.

Muszę wyznać, że po raz pierwszy na wyjeździe słyszeliśmy od Neli niepokojąco często "Ja chcę wracać do Londynu, bo mi się tu nie podoba". Mieliśmy nadzieję, że to tylko nastawienie przejściowe naszej małej podróżniczki, ale długo nie udało nam się uzyskać żadnych powodów negatywnego nastawienia. Dopiero pod koniec wyjazdu udało nam się ustalić, że głównym powodem chęci powrotu do Londynu jest.. Świnka Peppa. Jak tylko okazało się, że w "hotelu u Cioci Łucji" jest internet i można na youtubie obejrzeć kilka odcinków Świnki - gotowość kontynuowania wyprawy była wyraźnie większa. Po powrocie do Londynu wystarczyło kilka dni, żebyśmy słyszeli z kolei "Mamo, tato ja chcę na kemping!" Cóż, kobieta zmienną jest, nawet jak ma niecałe 2.5 roku.

środa, 14 września 2011

Irlandia Północna - Polityka na murach Belfastu

Coś wisi nad tym miastem i nie są to jedynie ciężkie, deszczowe chmury ani wspomnienie o zbudowanym tu Titanicu. Belfast to miejsce naprawdę egzotyczne, fascynujące i pobudzające rozmyślań, ale jednocześnie odstraszające i depresyjne. O 19-tej ulice w centrum są zupełnie wyludnione, a na pytanie "Where is everyone?" przypadkowy przechodzień odpowiedział nam "That's Belfast".

Perwersyjnie najciekawszą częścią Belfastu są jego zachodnie dzielnice - Falls i Shankill, gdzie przez ponad 30 lat biło serce konfliktu protestantów i katolików zwanego The Troubles i gdzie do tej pory manifestacja przynależności do jednych lub drugich bije w oczy na każdym kroku. Od bolesnej i krwawej przeszłości nie da się tam uwolnić. W katolickiej dzielnicy Falls z wymalowanych na fasadach domów licznych "murali" patrzą na nas zmarli bohaterowie strajków głodowych oraz niewinne, postrzelone gumowymi kulami katolickie dzieci z podwórka. Mimo ciągłego rozdrapywania ran i wsparcia dla IRA, mieszkańcy Falls witali nas miło i pytali czy zdjęcia robimy do jakiejś gazety, bo chcą aby świat pamiętał o ich walce o "wolność". Podchmielona babcia, która pokazała nam jedno z ukrytych w bocznej uliczce malowideł najpierw wycałowała Grzesia (starsze panie zawsze miały do niego słabość... bez względu na narodowość), a potem wcisnęła nam na odchodnym 5 funtów na czekoladki dla Neli...

Demonstracja na rzecz zakazu używania gumowych kul przez wojska brytyjskie - The Falls.

Murale polityczne w Falls nie pozwalają zabliźnić się ranom i ciągle przypominają o ofiarach walki o przyłączenie Irlandii Północnej do Republiki.

Z murala na siedzibie Sinn Feinn uśmiecha się Bobby Sands, lider IRA i przywódca strajku głodowego na rzecz uznania więźniów politycznych w więzieniu Maze w 1981 r.

Beechmount Avenue w Falls została przemianowana na "RPG Avenue" (Rocket Propelled Granade Avenue), gdyż właśnie stąd IRA przeprowadzała ataki rakietowe na protestantów.

Choć większość murali nawiązuje do historii irlandzkich katolików, wiele demonstruje solidarność z innymi grupami, które walczą o swoją niepodległość, np. z Baskami i Palestyńczykami. Eksplorują również tematy nierówności społecznych, wyzysku i więźniów politycznych.

Pod koniec lat 60-tych, w obawie przed wybuchem wojny domowej między katolikami a protestantami wzniesiono wysoki na kilka metrów mur o marketingowej nazwie "Peace Wall", oddzielający zwaśnione dzielnice Falls i Shankill. Widok muru, zasieków i drutu kolczastego przypomniał nam smutny widok murów okalających osiedla Palestyńskie na Terytoriach Okupowanych...

W protestanckim Shankill jest bardziej brytyjsko niż w Wielkiej Brytanii i trudno uwolnić się od widoku brytyjskich flag - które demonstracyjnie powiewają dosłownie wszędzie, na ulicach, na latarniach, na sklepach i domach prywatnych. Tematem tutejszych murali są brytyjscy bohaterowie zaciskający wielką czerwoną pięść. Tubylcy byli tu mniej skłonni do bratania i łażąc po okolicy nie czuliśmy się tak komfortowo jak w Falls, a już na pewno nikt nie chciał dawać nam pieniędzy.

Biznes można robić na wszystkim - przy siedzibie partii Sinn Fein jest sklep z pamiątkami, a za 8 GBP można zostać oprowadzonym przez specjalnego przewodnika po dzielnicach Falls i Shankill. Popularnym sposobem zwiedzania obu dzielnic jest też przejazd czarną taksówką, ale my zdecydowanie polecamy spacer (mapę murali można pobrać z informacji turystycznej w centrum).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...