Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 maja 2013

Odstawiony

Olaf został odstawiony po ponad 17 miesiącach karmienia, ale jego miłość do wiadomych części maminego ciała i "kako" (to po Olafowemu "mleko") trwa z całą intensywnością.

Teraz ma już tylko nadzieję, że może choć jemu coś wrośnie?

Olaf is hoping that since mummy said "access denied" (after 17 months...), something he loves might pop up on his own chest :)!!!






niedziela, 21 kwietnia 2013

Maraton londyński 2013

Takie już mamy szczęście, że dokądkolwiek byśmy się w Londynie nie przeprowadzili - zawsze w kwietniu przebiega nam pod oknami maraton londyński. Toteż jeśli tylko nie wyjeżdżamy, kibicujemy dzielnym maratończykom.

W tym roku pogoda dopisała i w rześki wiosenny poranek nad Londynem zaświeciło słońce, chcące najwidoczniej też przyglądać się zmaganiom. A było kogo podziwiać:

Super szybkie turbo-wózki, które pokonują 42 kilometry w półtorej godziny!


Brytyjczyka Richarda Whitehead'a, który bez obu nóg przebiega maraton w 3 godziny 15 minut!
      

Pędzących sprintem niewidomych biegaczy wraz z przewodnikami.


Ciasteczko...


Butelkę...


Najszybszych zawodników świata, którzy ku mojemu zgorszeniu są zawsze skazani na bieg tuż za kopcącym motocyklem z kamerzystami...


Oraz cały tłum 34,631 uczestników!

Jak się człowiek znajdzie po nie tej stronie ulicy co powinien... nie sposób przejść na drugą stronę ... przez dobre kilka godzin.


 

Nela była bardzo przejęta kibicowaniem ale zdecydowanie najbardziej podobało jej się przybijanie "piątek" z maratończykami :)! 



Przed maratończykami czapki z głów!


czwartek, 18 kwietnia 2013

Wsiadła i ... pojechała

Jak wiecie kochani Nela i jej czerwony rowerek biegowy byli nierozłączni przez półtora roku. Zjeżdżali razem z naprawdę pokaźnych górek (kraks było sporo, uskakujących w ostatniej chwili pieszych też), dziesiątki razy pokonywali trasę dom - park - plac zabaw, bywali razem w błotnistych lasach, muzeach, galeriach handlowych w restauracjach. Dzięki "biegaczowi" nelkowy zasięg drastycznie się zwiększył, co ułatwiło życie lubiącym piesze wycieczki (a nie lubiącym marudzenia) rodzicom.

Ale przyszedł taki moment, że wierny towarzysz został oddany Olafowi a... na jego miejsce pojawiła się taka oto czerwona rakieta! 


Jak wypadło pierwsze spotkanie z PRAWDZIWYM rowerem? No dokładnie tak jak miało: wsiadła .... i pojechała :). Zobaczcie sami, ale ostrzegam, że słychać bardzo podekscytowaną mamę, trochę obciach :).

Nela is riding a real bike! Having been in love with her balance bike for a year and a half... when she sat on the big bike, she just took off! Amazing little girl. Just a word of warning that mummy does sound a bit over-excited on the video... :)



Nela sama nie mogła uwierzyć jak szybko uporała się ze sztuką jazdy na rowerze: "Mamo, mamo patrz! Ja naprawdę umiem jeździć!" wykrzykiwała śmiejąc się od ucha do ucha. Niesamowity jest ten nasz mały krasnal.

środa, 6 lutego 2013

Przedszkolna echolokacja

Czy przedszkolaki i nietoperze mają jakieś cechy wspólne? Ja przez te wszystkie lata żyłam w przeświadczeniu, że oprócz bycia ssakami, oczywistych podobieństw jest niewiele. Wyprowadzona z błędu zostałam dopiero dziś podczas lunch'owej pogawędki z Nelą, która od indyjskiego Michatka zaraziła się miłością do bajki o zwierzakach: "Mama Mirabelle".  

Nela: Wiesz mamo, dzieci w moim przedszkolu są zupełnie jak nietoperze... bo też używają echolokogacji!

Ja: ??? Echolokacji? A jak te dzieci używają echolokacji?

Nela: No... jak wszystkie biegają po sali, to strasznie głośno przy tym wrzeszczą i to powoduje, że na siebie nie wpadają!


Bats and kids

What do bats and kinder-gardeners have in common? Not much, I used to think. But today, during a lunchtime chat with Nela, I found out I was actually wrong!

Nela: Mum, do you know that kids in my nursery are just like bats? They also use echolocogation!

Me: ??? Really? They use echolocation? How do they do that?

Nela: Well... when they all run around really quickly, they also scream really loudly, and thanks to that - they don't bump into each other!

Na balu karnawałowym odkryliśmy jeszcze jedną cechę wspólną przedszkolaków i nietoperzy - miłość do skrzydełek! Nela, latała na własnoręcznie ozdobionych :).


niedziela, 3 lutego 2013

Rowerkiem w zimowym Joyden's Wood

Co jakiś czas nachodzi nas tęsknota za lasem. Najlepiej sosnowym, pachnącym, takim jak na Mazurach. Jeśli pogoda i czas pozwalają na zaspokojenie choć namiastki tej tęsknoty, ubieramy się ciepło, do samochodu pakujemy nosidło oraz rowerek i jedziemy prosto do Joyden's Wood. Mamy tam trochę bliżej niż do Polski, bo tylko kilka kilometrów, więc staliśmy się od naszego odkrycia tego wspaniałego miejsca, stałymi bywalcami. Zdecydowanym plusem Joyden's Wood jest, poza odległością i urodą, możliwość pokonania większości ścieżek na rowerku biegowym (aka biegaczu), co w praktyce oznacza drastyczne wydłużenie naszego (...czyli Neli) zasięgu.

Zimowy spacer po lesie wymaga częstego doładowywania małych akumulatorków. A że nasze dzieci są wielbicielami suszonych morelek :), doskonale sprawdzających się na takie wyjścia, wcinaliśmy je garściami podczas postoju na polance.

 

Oprócz tego, Olaf szpanował swoim zabójczym niebieskim kombinezonem puchowym i badał czy wrzosy też są jadalne.



A Nela wspinała się na drzewa. Co prawda za bardzo się od ziemi nie oddalała...


Oglądała anglosaski rów obronny sprzed 2000 lat...


... oraz sprawdzała, jak pachnie szyszka?


Chyba wesoło pachniała :).


Na rowerze była w stanie pokonać całkiem przyzwoite odległości w Joyden's Wood. Strach się bać jak byśmy musieli się nagadać, nakombinować, naprzekonywać, żeby te kilka kilometrów przeszła na piechotę...Na zbliżające się 4-te urodziny Nela spodziewa się prawdziwego roweru z pedałami i chyba jest na niego gotowa. Biegowy opanowała do perfekcji.




Oznaki udanego dnia :).



I bagienne fotki na koniec.


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Bouldering meblowy

W sali przedszkolnej Olafa jest tablica, na której panie opiekunki wypisują czym dzieci bawiły się rano, a czym po południu. A rodzice przy odbieraniu dowiadują się co w przedszkolu porabia ich pociecha.

Wygląda to na przykład tak:

Johnny:
Rano: zabawa klockami
Po południu: zabawa pociągiem

Część tablicy poświęcona Olafowi jest ostatnio raczej monotematyczna. I wygląda tak:

Olaf
Rano: wspinanie
Po południu: wspinanie

W domu zaczęło się od małego stolika:

Pierwsze 10 razy ... kibicowaliśmy.
Kolejne 20 razy ... nagrywaliśmy i robiliśmy zdjęcia.
Następnych 300...

Po zdobyciu szczytu Olaf ma w zwyczaju uczcić wyczyn np. zamaszyście podskakując. Łatwo się przy tym poślizgnąć i wyrżnąć w dębową podłogę, ale drobne guzy nie zrażają przecież prawdziwych sportowców.  

Potem zdobyte zostały drogi wielo-wyciągowe, wymagające postoju w bazie wypadowej na szczyt:
  • nasze łóżko, z którego można dostać sie na parapet i podziwiać śmieciarkę
  • dziecięce krzesełka, z których już tylko krok na stoliczek Neli z cała armadą mazaków (ma się rozumieć, bez skuwek) a potem na półkę z Ikei, która ciągle odpada od ściany
  • duże krzesła i wysoki stół jadalny, z masą fascynujących obiektów, które dotąd pozostawały poza zasięgiem
Na razie na liście niezdobytych dróg są: regał z książkami i biurko komputerowe, ale to pewnie tylko kwestia wymknięcia się spod opieki rodziców...

Olaf w natarciu na swój ulubiony stolik. Na koniec opowiada o wrażeniach ze zdobycia drogi :).

Olaf doing what he seems to recently enjoy most... furniture bouldering :).



sobota, 12 stycznia 2013

Festiwal rzeźb lodowych

Zima w styczniu dopisała. Arktyczne powietrze przywiało nam niskie temperatury i nawet kilka dni śniegu! Z takich warunków pogodowych cieszyły się nie tylko dzieciaki lepiące bałwany (niektóre, angielskim zwyczajem, w półbucikach i podkolanówkach, oraz gilem do pasa) i co świeżsi emigranci z ciepłych krajów, którzy pierwszy raz w życiu widzieli lecące z nieba białe płatki. Ale i artyści biorący udział w Londyńskim Festiwalu Rzeźb Lodowych, którzy z pewnością odetchnęli z ulgą, że tym razem zdążą dokończyć zwoje ulotne dzieła zanim budulec zupełnie się rozpłynie.

Na festiwal odbywający się wśród wieżowców Canary Wharf, Nelunia przybyła jak wszędzie ostatnio - na dwóch kółkach. Tu lód - tam szkło. Super kombinacja.


Rano: rysunek i blok lodu.


Wieczorem: rzeźba biuściastej pani z czymś na głowie.


Owoce całodziennego rzeźbienia.




I jeszcze laserowa zorza polarna.


niedziela, 6 stycznia 2013

Chwilka dla siebie

Wsiadamy do metra we trójkę: ja, Nela i pluszowy miś. Po wejściu do wagonu Nela rozgląda się wokół i stwierdza: "Mamo, potrzebujemy trzy miejsca... ale ja widzę tylko dwa wolne..." Po czym dodaje po chwili zastanowienia: "W sumie dwa nam wystarczą. Ty potrzymasz na kolanach misia, a ja będę mieć chwilkę dla siebie!"

The three of us get on the tube: Nela, her teddy bear and I. Once inside Nela takes a good look around the carriage and says: "Mummy, we need three seats... but there are only two empty ones...". Then she adds with a cheeky smile: "Actually, two will do. You'll hold the bear on your lap, and I will finally have a minute for myself!"

Nela i jej ukochane "dzieci" trojaczki.

Nela and her beloved triplets.





sobota, 5 stycznia 2013

Monument

Na odtrutkę po naszych perypetiach zakupowych z poprzedniego wpisu, zwiedziliśmy sobie Monument, upamiętniający wielki pożar Londynu. Jakoś w ciągu ostatnich 7 lat mieszkania w Anglii, nie mieliśmy na dzieło zaprojektowane przez osławionego architekta Christopher'a Wren'a czasu... Tym fajniejszą mieliśmy niespodziankę, bo nie dość, że Monument to najwyższa wolnostojąca kolumna na świecie (!) mierząca 62 metry, to jeszcze z jej wierzchołka rozpościera się piękny widok na miasto. Położona jest w sercu City, 62 metry od legendarnej piekarni na Pudding Lane gdzie w 1666 wybuch pożar, który strawił nie tylko ogromną część miasta, ale równocześnie wytłukł większość populacji szczurów szczerzących w brudnym mieście wszelkie choróbska. Nela bardzo się przejęła tym pożarem (choć oszczędziliśmy jej ww szczegółów) i co jakiś czas o nim wspomina, zwłaszcza przy okazji zakupów w naszej lokalnej piekarni. Niemniej, po pokonaniu kilku stopni, odmówiła tarabanienia się na samą górę po krętych schodach i Monument zwiedzała z parteru. Olaf został przetransportowany na szczyt przez tatę :).



 Podczas naszej wizyty było już trochę ciemnawo... a do tego pochmurno, więc pocztówkowych fotek panoramy miasta nie ma (trudno z resztą o takie, bo taras widokowy otacza metalowa siatka).



 


Zwiedzanie Monument'u oczywiście na rowerze :).

piątek, 4 stycznia 2013

Operacja "zakupy"

Kochana rodzinko, kochani znajomi i kochani czytelnicy: życzymy Wam wszystkiego najlepszego w 2013, dużo zdrówka, fajnych wyjazdów, sukcesów i wolnego czasu. Bardzo nam miło, że nas tu wirtualnie odwiedzacie, zapraszamy :). 

My, w ramach postanowień noworocznych oraz poważnych dyskusji małżeńskich zamierzamy w tym roku wyglądać jak na kwitnących 33 letnich mieszkańców Londynu przystało: nowocześnie i modnie. Koniec z rozwodowymi polarami, kurtkami pamiętającymi obronę pracy magisterskiej i butami tak dziurawymi, że kamienie trzeba wytrząsać po każdym spacerze. Wizyty u fryzjera zamówione, szafy wyczyszczone, torby ze starymi ciuchami czekają spakowane na wyniesienie do lokalnego lumpeksu. Może nawet zaczniemy w tym roku prasować..?

Na pierwszy ogień wzięliśmy Grzesia, bo powiedzmy sobie szczerze, tu potrzeba "odświeżenia" garderoby jest bardziej paląca. Żeby nie było, że na męża marudzę - sam zgłosił się na ochotnika. Chęci dobre były, zapał i plan też. Nela wskoczyła na swój rowerek (nigdzie się bez niego nie rusza), Olaf do wózka i wyruszyliśmy we czwórkę na noworoczny podbój londyńskich centrów handlowych. Nie nasz ulubiony sposób spędzania weekendu, ale jak trzeba to trzeba.          

Po dotarciu do sklepów akcja operacji "zakupy" nabrała tempa. Olaf domagał się wyjęcia z wózka po czym gdy tylko dotknął ziemi, zaraz nawiał. Uwielbia chłopak jak się go goni. W tym czasie Nela jeździła po sklepie rowerem zwalając pięknie ułożone sweterki, bądź porzucała wehikuł w w samym środku przejścia i donosiła Grzesiowi kolejne rzeczy do przymierzenia. Wesoło było... ale chyba trzeba będzie te lumpeksowe torby z powrotem rozpakować. Za dużo nie udało nam się nabyć w tych warunkach :).  

"Banana Republic" coś nie chce się dać zdrapać.


 Jak się stąd wychodzi?


Uciekam z tych sklepów!



Nareszcie coś ciekawego, tylko jak się do tego dobrać?



niedziela, 23 grudnia 2012

Smok free!

 

Pewnego dnia Olaf usnął podczas zakupów bez smoczka w buzi. Skoro udaje mu się ta sztuka w tłumie rozgorączkowanych kupujących biegających po supermarkecie w przedświątecznym szale... to może już nie potrzebuje smoka w ogóle?

Smok trafił tym samym do śmietnika. A my nastawiliśmy się na kilka trudnych nocy... Po dwóch dniach, smoczek został praktycznie wymazany z pamięci!

Skończyło się żebranie o smoczek przy łóżeczku.
Skończyły się awantury o smoczek przypadkiem dostrzeżony gdzieś w domu.
Skończyło się zatykanie.

Sami powiedzcie, czyż nie jest dużo przystojniejszy bez tej zatyczki w buzi?

piątek, 14 grudnia 2012

Malowanie buziek

Niektórzy znajomi Facebook'owi już widzieli fotki z sesji malowania buziek, ale niefacebookowe babcie i dziadkowie jeszcze nie, więc wrzucam niniejszym.

Taki właśnie prezent urodzinowy dostała Mama od Neli! Impreza tym bardziej niezapomniana, że w poniższym stanie zastali mnie znajomi "wujkowie", których Grześ zaprosił potajemnie na urodzinowe winko :). Taktownie i dyplomatycznie pochwalili mój urodzinowy makijaż w wykonaniu Neli :).




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...