czwartek, 13 sierpnia 2009

Te pompki to jednak coś dają!

Jak wiecie ćwiczymy sumiennie czołganie, sfinksy i pompki w towarzystwie bobaska z lustra i nie tylko. No i proszę! Te pompki to jednak coś dają! Nela nauczyła się już siedzieć przez ok 3 sekundy :) i co najważniejsze, przekręcać z plecków na brzuszek i odwrotnie, hurra! Ona sama jeszcze chyba nie może uwierzyć, że ma taką fajową nową sprawność zuchową i ciągle chce ćwiczyć. W związku z tym trzeba jej strasznie pilnować, bo zalicza głową różne obiekty takie jak podłoga... nie mówiąc o tym co wyrabia na przewijaku. Jak tylko spotykamy się z innymi dziećmi, np Oskarem albo Lucasem, to Nela popisuje się przed nimi i zaraz chce demonstrować swoje wygibasy. Potem z dumną miną bawi się w pozycji sfinksa albo zadowolona unosi się na rączkach i zadziera głowę tak wysoko, że mój instruktor jogi zielenieje z zazdrości.

Siedzi...

Padła...

Nabiera rozpędu...

Już prawie prawie...


Udało się!


A tu jeszcze foty z komórki, słaba jakość ale widać ile radości daje samo siedzenie!



Mama Neli też nie próżnuje i co czwartek, razem z kumami ze Spring Chickens chodzi na ćwiczenia Pilates. Dzieci oczywiście też trenują albo bawią się razem na matach, czasem oczywiście marudzą i wtedy mamy muszą ćwiczyć z obciążeniem.

Mamy chcą mieć znowu płaskie brzuchy! Nela popisuje się przd Oskarem przekręcając się na brzuszek
Mummies want a falt tummy again! Nela is showing off and keeps rolling over back to front

Nela i Oskar bawią się na macie
Nela and Oskar playing together

środa, 12 sierpnia 2009

NIespodziewna wizyta Emmy i Cary

Dzień poszczepionkowy, Nelusia jak zwykle gorączkuje, marudzi i nie chce rozstać się z mamusiowymi ramionami, więc niczego specjalnego nie planowałyśmy. A tu niespodziewanie odwiedziły nas Emma i Cara i jeszcze przywiozły ze sobą przybory akrobatyczne! Nela bardzo się ucieszyła z tez wizyty, lubi towarzystwo, nawet jak źle się czuje, no a Ciocię Emmę (która wie jak rozmawiać z małymi dziewczynkami) to uwielbia. Najpier był lunch, który oczywiście zjadłyśmy na tury, najpierw dziewczyny bo mają mało cierpliwości a następnie my, jak one już siedziały zadowolone na kanapie. Ale najważniejsze nastąpiło po jedzeniu - Nela wypróbowała huśtawkę-skakawkę Cary, którą zawiesza się w drzwiach i można w niej hasać do woli i to uwaga uwaga, w pozycji pionowej! Początkowo była trochę zdezorientowana, ale już po kilku minutach zaczęła się ruszać i podskakiwać... i była absolutnie zachwycona. "Mamusiu ja też bym taką chciała" mówiło jej z oczu, więc chyba nadszarpniemy budżet... miękkie jest serce rodzica.

Dorosłym też podoba się Ośmiornica
Even adults love the musical Octopus

Dziewczynki odpoczywają po lunchu
The girls are resting after their lunch

Cara uwilbia stać, ale nadal musi ją podtrzymywać Mama (ma w końcu niecałe 5 miesięcy!)
Cara loves to stand, but still needs Mummy's support (after all, she's not even 5 months old!)

Jedni się bawią a inni mają gołą pupę
Some are playing, some having air time

Pomimo gorączki, Nela była zachwycona, że może się bawić na stojąco
Despite the fever, Nela loved being upright in the door bouncer


Cara lubi się bawić paluszkami u nóg podczas przewijania
Cara loves playing with her toes while having a nappy change

niedziela, 9 sierpnia 2009

Koledże, togi i lans na łodzi czyli wizyta w Cambridge

Udaliśmy się dziś do Cambridge gdzie studiowali tacy geniusze jak John Milton, Charles Darwin czy Isaak Newton, żeby spotkać się z Kasią i Colinem, którzy też chcą przysłużyć się nauce i walczą z wirusami. Co prawda Kasia wybrała studia w Niemczech, ale ostatnio często pojawia się też w UK. Nasi gospodarze przyjęli nas w Cambridge jak najznamienitrzych gości! Przewieźli łódką po rzece, nakarmili owocami i innymi frykasami oraz napoili szampanem. Colin, który jest członkiem College'u Clare oprowadził nas po różnych zakamarkach niedostepnych dla zwykłych zjadaczy chleba i zabawiał opowieściami o lokalnych tradycjach.

Dziękujmy za super dzień w Cambridge!
Thanks for a brilliant day in Cambridge!

Nasza ekipa przed Clare College. Dla bezpieczeństwa Kasia stoi miedzy Nelą a Colinem, który zajmuje się wirusami, między innymi Świńską Grypą. Mamy nawet teorię, że sam ten wirus wyprodukował żeby mieć jakieś nowe wyzwanie, hihi.
In front of Clare College in Cambridge where Colin researches infectious diseases, yes, this means Swine Flu too.


Clare College, został zalożony w 1326 roku i słynie z przepięknych ogrodów.
Clare College was founded in 1326 and is famous for beautiful gardens.


Mają nawet bananowce, które Nela oczywiście chciała dotknąć ... i zjeść.
They even planted some banana trees which Nela wanted to touch and eat.


... tak jak i swój kapelutek.
... as well as her hat.


Colin jako insider ma magiczne klucze, które otwierają wszystkie drzwi Clare College. Pokazał nam lounge z czerwonym dywanem gdzie zacni profesorowie dyskutuja po kolacji popijając mocne trunki i wciągając tabakę (bhp zakazało palenia cygar) oraz niesmowitą bibliotekę pełną starych ksiąg (na jednym z biurek znaleźliśmy też wydruk z Wikipedii...).
It's a whole new experience to visit Cambridge with a member of a college.


Colin pozwolił Grzesiowi przymierzyć swoją togę, którą zakłada się do kolacji. Istne Harry Potterowo w tym Cambridge.
Grześ is trying on Colin's gown, almost ready to join Hogwarts.


Szampan, laski i truskawki, czyli lans na łodzi.
Trying to fit into the cambridge high society - punting, champagne, chicks and strawberries.


Jak już się porządnie wyspała, Nela też się cieszyła się z przejażdżki.
After a good nap, Nela also enjoyed punting.


Kasia okazała się być cudownym dzieckiem "puntingu" i poruszała się po rzece prawie tak profesjonalnie jak Colin.
Kasia turned out to be a natural born punter, and maneuvered the boat almost as confidently as Colin.


... mi już nie szło tak dobrze... i jak tylko przejęłam stery, wpakowałam nas w drzewo
... unlike me... as soon as I took command of the boat, we ended up in a tree

sobota, 8 sierpnia 2009

Nowa fura z Kent

Spieszę ogłosić, że dziś rano zostaliśmy właścicielami niebieskiego Focusa kombi... rozważaliśmy też Pagani Zonda ale Crash Pady i Neli wózek raczej sie do niego nie zmieszczą więc staneło na Fordzie. Postanowiliśmy nie tracić słonecznego dnia i od razu wypróbować naszą nową furę, więc pojechaliśmy do ogrodów Emmetts znajdujących się niedaleko dealera. Tam pokazywaliśmy Neli różne rośliny, krzaczki i kwiatki, które tak jej się spodobały, że chciała je wszystkie zjeść! Po lunchu i krótkiej drzemce zaliczyliśmy jeszcze spacer w pobliskim lesie Toys Hill. W drodze do domu Nela dała nam do zrozmienia, że bardzo tęskni za naszym starym samochodem, Seatem, i nie starczyło mi chusteczek żeby otrzeć te wszystkie łzy które za nim wylała.

Nasza nowa fura - praktyczna i niebrzydka ale raczej na Top Gear się nią nie ekscytują. Aston Martin'a kupimy sobie na starość ;>.
Our new ride - practical and nice colour, but it's unlikely to be on the Top Gear 'supercool' board. We will get an Aston Martin eventually...


Planujemy trasę wycieczki po Ogrodach Emmetts w Kent
Planning the day at Emmetts Gardens in Kent

Nela uwielbia rośliny i kwiatuszki, ale jej miłość jest czasem destrukcyjna bo chciałaby je również zjeść
Nela adores plans and flowers, but her love can be quite destructive as she want's to pull everything towards her mouth



Skoro nie pozwalają zjeść roślinek to chociaż książeczkę sobie pogryzę
Since I'm not allowed to eat the plants, a book will have to do


Wszyscy pija z kubeczków no to Nela też
Nela want's to drink from a cup like all the big kids


Wieczorny eskapada do lasu Toys Hill
Evening walk in the Toys Hill forest

piątek, 7 sierpnia 2009

Śliniaczek "Hello world"

"Hello world" to program komputerowy, który wypisuje na ekranie słowa, surprise, surprise - "hello world". Tradycyjnie wszystkie informatyczne żółtodzioby zaczynają od niego naukę kodowania. Nela, Jako prawdziwe dziecko IT, ma oczywiście śliniaczek z napisem "hello world" i w niego wystrojona pojechała do Mamy do pracy.

Ale ze mnie laska w tym śliniaczku "hello world".
This "hello world" bib makes me so cute - and I know it.


A jeśli tak nie myślisz to pokażę ci język!
And if you don't agree... this is what I think


Do mojego biura, które znajduje się w samym sercu Londynu na Soho Square pojechałyśmy metrem. Bardzo się ta przejażdżka Neli podobała, tyle fajnych rzeczy można sobie poobserwować i ciągle nowi ludzie wchodzą i wychodzą z wagonu! Jak już dotarłyśmy na miejsce to wszyscy wyrywali sobie Nelke z rąk a ona czuła się jak prawdziwa gwiazda - cały czas ktoś się nad nią rozpływał, że taka śliczna, że taka grzeczna, że tak słodko gaworzy, a jaki ma fajny śliniaczek!!!! No i przecież każdy pamiętał jak używała maminej wątroby zamiast worka treningowego, aż brzuch podskakiwał a razem z nim cała Mama.

© Photos from the office courtesy of uncle Captain.

Z wujkiem Jono, który ma chyba z 2 metry wzrostu ale jest łagodny jak baranek
With uncle Jono who might be scary looking at first ... but is in fact really sweet


Z mamy szefem, wujkiem Nathan'em który ostatnio się zaręczył ale nawet drinków nie zorganizował!
Nela with her Mum's boss, uncle Nathan who recently got engaged but hasn't even organized swifties to celebrate!


"Dlaczego ona ma takie mokre ręce?"
"Why are her hands so wet?"

środa, 5 sierpnia 2009

"Przywieźliśmy kominek!"

Ada: "Co? Jaki kominek?"
Domofon: "No komiek dostarczyliśmy. Otwórz bramę bo nie możemy wjechać"
Ada: "Ale my nie zamawialismy żadnego kominka"
Domofon: "Mam fakturę na pana Andruskwrejgkah..."
Ada: "Hm... no dobra już otwieram"

"Cokolwiek to jest - musi byc naprawde duże" pomyślałam i nie myliłam się. Za chwilkę w drzwiach pojawił się klasyczny "dziad", 3 zęby na krzyż, umazany jakimś smarem, smród ciągnął się za nim okropny - nie myślałam, że tu się tacy zdarzają. Oczywiście natychmiast wyciągnął swoje usmarowane łapska do buzi Neli, która siedziała mi na ręku i krzywiła się na jego widok i zapach. "Dziad 1" wręczył mi fakturę na której widniało nazwisko Grzesia wyjaśniając, żę to jednak drukarka... a z dołu na klatce usłyszałam przeokropne sapanie. To "Dziad 2" taszczył na góre "kominek".

W istocie maszyna, którą Tata Neli, wielbiciel drukarek zakupił na eBay'u bardziej przypomina wielkością pralkę, a oto ona we własnej osobie oraz Nelka (w końcu to jej blog!)
The colour printer Nela's Dad (who has a printer fetish) bought on eBay is as big as a washing machine... if you fancy a printer, it's back on the market


Drukarka wróciła skąd przyszła czyli na eBay'a. Zapraszamy do licytacji.

wtorek, 4 sierpnia 2009

Broimy w muzeum

Zrobiłysmy sobie dziś wycieczkę do Design Museum czyli muzeum wzornictwa, które jest bardzo blisko naszego domu tuż nad rzeką. Najpierw relaksowałyśmy się w pobliskiej kafejce, niektórzy przy soku ze świeżych pomarańczy i rogaliku, inni przy mleczku. Eksponaty muzeum okazały się rajem dla Neli, która z ogromnym zainteresowaniem wpatrywała się w kolorowe wyraziste wzory, różniaste fikuśne buzie i czarno białe animacje. Oczywiście sama Nela również stanowiła nie lada atrakcję dla innych zwiedzająch i była zagadywana przez pana Włocha i pana Francuza;>.

Zwiedzanie z chusty.
Sightseeing in her wrap.


Neli bardzo podobały się abstrakcyjne buzie namalowane przez hiszpańskiego artystę i projektanta Javier'a Mariscal'a. Oczywiście chciała wszystkie podotykać (co w muzemum jest jak wiadomo surowo zakazane) więc czekałyśmy aż 'salowy' zniknie za zakrętem i dopiero wtedy broiłyśmy ;>.
Nela really liked the abstract faces painted by a spanish designer and artist Javier Mariscal. Of course she wanted to touch them too (which is obviously not allowed in museums), so we waited until the guard disappeard around the corner and allowed ourselves some misbehaviour ;>.


Z tyłu ekran z filmem rysunkowym, z przodu makieta. Efekt rewelacyjny.
Animation in the background and a 3D model in the front. We both loved it.



niedziela, 2 sierpnia 2009

Niedzielna imprezka nad rzeką

Skończywszy niedzielne porządki (ale nudy!) postanowiliśmy odwiedzić Southbank Centre, żeby obejrzeć futurystyczne instalacje pewnego artysty i się trochę ukulturalnić. Ale tyle się działo rzeczy po drodze, że mimo najszczerszych chęci, nigdy tam nie dotarliśmy. Najpierw spacerowaliśmy wzdłuż rzeki, a że musieliśmy przepychać się przez tłum turystów, to raczej wolno szliśmy (szczególnie że Nelka marudkowała a nam strasznie długo zajęło żeby domyślić się dlaczego). Gdy już byliśmy tuż tuż przy Southbank Centre, usłyszeliśmy dochodzące z plaży dźwięki muzyki. Zaciekawieni zeszliśmy po schodach nad wodę, a tam imprezka na całego. DJ skraczuje płytami, głośniki drżą, podzwaniają butelki piwa, kilka osób podryguje mniej lub bardziej do taktu brodząc w piachu. Przyłączyliśmy się więc na chwilkę, a Nelusia ma juz odhaczony pierwszy 'rave' w życiu (poprzednie imprezy taneczno-muzyczne podsłuchiwała z brzucha). Po imprezie zrobiło się ta tyle późno, że trzeba było kierować się w stronę domu. W duchu dnia spędzonego nad rzeką, popłynęliśmy tamizowym wodnym tramwajem. Tata cały czas mocno przytulał Nelę w chuście żeby nie bała się burczenia i bujania a i Mama zaoferowała jej małą przekąskę.

Przy Southbank jak zwykle dużo się działo i było na co popatrzeć.
There was a lot happening on the Southbank and many interesting things to look at.


A jak trzeba się uspokoić od nadmiaru wrażeń to na szczęście kciuk jest zawsze "pod ręką".
Thank God the thumb is always there when one needs to calm down from all this excitement.


Beach party z najprawdziwszym DJ'em, drinkami i tańcami na piasku.
Proper Thames beach party - DJ, dancing on the sand and drinks.


Plaża nad Tamizą.
Thames Beach.


Czekamy na przystanku na tramwaj wodny, który zabierze nas do domu; w tle Parlament i Big Ben.
Waiting for the boat on the way home; The Parliament and Big Ben in the background.


Czekając na tramwaj można się troszkę poprzytulać.
Hugs time!


O takim fajnym tramwajem wodnym wróciliśmy do domu. Po drugiej stronie rzeki widać 'Kanary', gdzie pracował kiedyś Grześ.
We took this cool-looking thames clipper home. Canary Wharf (where Grześ used to work) is visible on the other side of the river.


Nela i Tata na statku.
Nela and Daddy sailing home.


I jeszcze zmiana pieluszki na "przystanku".
Nappy changing on the pier.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...