środa, 29 kwietnia 2015

Sri Lanka - Dylematy na plaży w Tangalle

Tangalle na Sri Lance to takie miejsce gdzie jedynym dylematem (i naturalnie, powodem do kłótni) jest to, czy na basen idziemy rano a na plażę po południu, czy też odwrotnie?

Nasze dzieciaki w niekończącej się piaskownicy...



 


Jak i na palmowej huśtawce. Grześ oczywiście niepohamowany jeśli chodzi o wysokość bujania niespełna 3.5 letniego Olafa ;).



W samym morzu ciężko było się dzieciom kąpać ze względu na duże fale, ale znaleźliśmy zaciszne zatoczki za skałami, gdzie 'snorklująca' Nela zachwycała się rybkami, jeżowcami i innymi wodnymi żyjątkami. A Olaf i Iga też mogli się potaplać bez obawy, że fala ich porwie. 
 



Piękny, turkusowy i rozbujany Ocean Indyjski.




 Popływać można było też w słonowodnym basenie hotelowym. Nie lubimy 'resortów' ale Eva Lanka całkiem nam się spodobała... na 3 dni.



Plażowanie tak biednego Olafa zmęczyło, że drugiego dnia zasnął kamiennym snem w trakcie ... mycia zębów ze szczoteczką w buzi ;).


wtorek, 28 kwietnia 2015

Sri Lanka - Ze słoniem na czołówkę

Z chłodnych i deszczowych wzgórz The Hill Country pojechaliśmy dalej na południe do Parku Narodowego Udawalawe, gdzie można zobaczyć różne zwierzaki, np. słonie! Park zwiedza się takim oto wehikułem terenowym.  Siedzi się na "pace" pick-upa na przyspawanych fotelach - w sumie całkiem wygodnie, a dla dzieci były nawet pasy!


Igunia część wycieczki przespała w swoim foteliku samochodowym pocąc się solidnie.
   

A po po przebudzeniu robiła sobie z Panem przewodnikiem selfie.


Olafowi najbardziej podobał się przejazd naszym wehikułem przez wodę.


Mógł obserwować z bliska jak bawoły chłodziły się w wodzie.


A oprócz bawołów, na naszej drodze spotkaliśmy też wielkiego samca słonia, który według opowieści przewodnika właśnie ... szukał żony, a nas mógł wziąć za rywala. Kierowca zamiast się wycofać, co ponoć mogłoby zostać przez słonia odczytane jako oznaka słabości i sprowokować go do ataku, jechał na zawalidrogę warcząc silnikiem, równocześnie otwierając i zamykając energicznie drzwi. Tak oto wzięliśmy udział w słoniowo-samochodowej corridzie. Na szczęście maszyna i zwierzę oraz wszyscy pasażerowie wyszli z niej bez szwanku.


W ciągu kilku godzin zwiedzania parku widzieliśmy całkiem sporo zwierzaków - słonie, bawoły, sarny, ptaki i krokodyla.






Podczas odpoczynku nad jeziorem nasz Pan kierowca nabył ryby od lokalnego rybaka.
 



Tuż przy Parku działa Elephant Transit Home, można popatrzeć jak pracownicy karmią mlekiem osierocone słoniątka... :(




poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Sri Lanka - Pociągiem przez góry i spacer torami

Mamy w rodzinie wielkiego pasjonata transportu szynowego, postanowiliśmy więc część naszej lankańskiej wyprawy pokonać pociągiem. Odcinek z miasteczka Nanu-Oya do Ella miał prowadzić piękną, kręta trasa poprzez zielone wzgórza i plantacje herbaty. Dodatkowo, koszt biletu w wagonie 2 klasy (warunki bardzo dobre, AC nie potrzebne) był symboliczny w porównaniu z innymi atrakcjami.

Odjazd wg. rozkładu miał być o 15:00, ale już na wstępie zapowiedzieli 30 min opóźnienia, a do tego się rozpadło i zachmurzyło. Koleje na Sri Lance zbudowali Brytyjczycy za czasów kolonialnych i na większości tras jest tylko jedno torowisko (bardzo już krzywe i powyginane), pociągi mogą się minąć tylko w specjalnych miejscach gdzie tory się rozwidlają. Mieliśmy pecha, bo akurat gdzieś na trasie rozkraczył się jeden pociąg i trwała skomplikowana operacja przepychania go na boczny tor oraz  omijania. Czekaliśmy i czekaliśmy.... Olaf i Iga spali, a Nela czytała swoją ostatnio ulubioną książkę Ursuli Le Guin z serii Catwings, opowiadające o przygodach rodzinki kotów ze skrzydłami. Ja też się w niej zakochałam!

Aż wreszcie, po 2 godzinach marznięcia na stacji ... najpierw powoli jak żółw ociężale... ruszyliśmy. A wielbiciel pociągów? Był wyspany, podekscytowany i zachwycony faktem ze nasz chińskiej produkcji tzw. "Blue train" był całkiem podobny do jego ulubionego, parowego Mallarda. Niestety najpiękniejszy podobno odcinek z Haputale do Ella przejechaliśmy z powodu spóźnienia już w kompletnych ciemnościach, więc o uroku trasy nie możemy powiedzieć nic.
 
W ella kontyuowalismy bliskie spotkania z wiktoriańska inżynieria kolejowa oraz chińska myślą techniczna podczas spaceru do wodospadu, który prowadził ... wzdłuż torów. Przyznam, że byłam nastawiona dość sceptycznie do pomysłu chodzenia torami z 3 dzieci... ale w Azji jakoś łatwiej łamać zasady. A poza tym napotkanych na początku wycieczki pan strażnik kolei powiedział, że jest ok, w co chętnie i szybko uwierzylismy, co odrobinę uśpiło naszą czujność. Nie będę babć denerwować szczegółami. Zdradzę tylko, że w trakcie naszej kilkugodzinnej (poruszaliśmy się raczej wolno...) wycieczki minęły nas 2 niebieskie pociągi, które wiedząc, że cała okolica używa torów do komunikacji pieszej, trąbiły donośnie już z daleka.

Czekamy na stacji Nanu-Oya na wysokości 1623 m.n.p.m. Było tak zimno, że wyciągnęliśmy kurtki!


Zachwycony Olaf.


Torami do wodospadu.





Bliskie spotkania z chińskim "Blue Train".


.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Sri Lanka - Na plantacji herbaty

Plantacje herbaty oglądaliśmy dawno, dawno temu w Ugandzie i mamy z nich sympatyczne wspomnienia oraz jakieś wyobrażenie jak takie miejsca
wyglądają. Lankańskie plantacje zaskoczyły nas swoja bajkową
malowniczością, soczystością koloru zielonego tak intensywną, że aż trudno uwierzyć. Do tego niebieskie niebo, lekkie chmurki, nic tylko gapić się na bezkresne, łagodne, zielone wzgórza wzdychając ze szczerego zachwytu.

Mniej zachwycające są już realia pracy zatrudnionych na plantacjach
Tamilów, dawno temu przywiezionych z południa Indii przez Brytyjczyków. To właśnie brytyjscy miłośnicy "cup of tea" byli założycielami większości plantacji na Sri Lance. Podczas zwiedzania jednej z fabryk (wylosowaliśmy Blue Field Tea Factory) dowiedzieliśmy się, że Tamilscy pracownicy plantacji muszą zebrać dziennie minimum 20 kg herbaty, a zrywa się jedynie młode, jasno-zielone listki. Za zebranie takiej ilości liści, otrzymują wynagrodzenie w wysokości… około 600 rupii czyli, 4 dolarów. Taka stawka jest głodowa przy cenach na Sri Lance. Oczywiście ceny są dla tubylców często sporo niższe niż dla turysty, ale dla przykładu: butelka wody 1.5 l kosztuje w sklepie 70 rupii (dla wszystkich), paczka ciastek 20-40 rupii, kg papai na straganie 150 rupii, 6 avocado 100 rupii, "rice and curry" 200 rupii + (w knajpach turystycznych ok 700-800+),  butelka piwa 250-450 rupii. Gdy powiedziałam Neli, że Tamile za cały dzień mozolnej pracy na plantacji mogliby kupić sobie 2 świeże soki z ananasa, które my wypijaliśmy praktycznie bez zastanowienia, nie mogła uwierzyć. Ma w sobie dużo empatii i takie porównanie zrobiło na niej duże wrażenie, na nas chyba też... Pracownicy fizyczni na plantacjach mieszkają w prymitywnych warunkach, często bez bieżącej wody i innych standardowych dla nas wygód. Należą do niskiej kasty społecznej i raczej nie maja związków zawodowych dbających o ich interesy. Całe swoje życie zrywają zielone listki herbaty i od czasu do czasu pozują turystom do zdjęć za kilka groszy. Jak już nie mogą pracować, zastępują ich kolejne pokolenia... Taki "reality check" w jak uprzywilejowanej sytuacji jesteśmy my, ludzie z Europy! Ot dziś post z morałem.

Zagłębie herbaty to górzyste tereny między Kandy a Ella. Niektóre fabryki i wykorzystywane w nich maszyny pochodzą sprzed 100 lat.







Pracownice i mieszkańcy plantacji.





Staraliśmy się nie planować każdego dnia zbyt dużo, żeby dzieci miały czas na zabawę, naukę chodznia i odpoczynek. Tym razem nawet nam się udało.
 



Przy Blue Field Tea Factory jest całkiem fajny plac zabaw!


Dzieciaki czytały na Sri Lance książkę o Prehistorii i były tym tematem zupełnie zafascynowane, zbudowały podczas postoju ognisko na którym "upiekły" upolowane mięso :). 



czwartek, 23 kwietnia 2015

Sri Lanka - 153 posągi Buddy

Było o świątyniach, było o jedzeniu, było o zdobywaniu wielkiej skały, to dziś czas na malowidła ścienne i kolorowe posągi Buddy w jaskiniach Dambulla. Świątynie w 5 grotach pochodzą z różnych okresów między 1 a 10. w.n.e. Dlaczego są ciekawe? Otóż każdy milimetr ich powierzchni jest skrzętnie pokryty malowidłami, co daje w sumie 2100 merów kwadratowych kolorowych fresków. Ponadto, jaskinie mają również nieoficjalny rekord Sri Lanki w ilości posągów Buddy na metr kwadratowy. 

Nowoczesny architektoniczny bohomaz straszył przy wejściu do kompleksu. Olaf był przerażony schodami prowadzącymi do paszczy potwora... Na szczęście nie trzeba było tam wchodzić.


Jaskinie można z łatwością zwiedzić po drodze z Sigiriya do Kandy. Po krótkim spacerze do podnóża skał, trzeba zdjąć buty i przebiec po rozgrzanych do białości kamieniach, by znaleźć się w zadaszonym krużganku. 


Niesowite nagromadzenie 160 kolorowych posągów Buddy, królów i bogiń wynagradza zwiedzającym poniesiony trud.







I nasze równie piękne dziewczynki. Dzieciaki w każdej z grot zostawiły Buddzie w podarunku kwiaty.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...