niedziela, 20 grudnia 2009

Urodziny x 2 i imieninowe naleśniki

Dziś ekspresowy post kumulacyjny trzy w jednym z ostatnich 2 tygodni, bo jesteśmy w wyjazdowym niedoczasie - po południu lecimy do Warszawy!

Po pierwsze - urodziny x 2... ale nie Neli, tylko rodziców, i to nie byle jakie, bo 30-te!

Po drugie - mamine imieniny, naleśniki, spacer i pub.

12 grudnia. Z okazji imienin i urodzin zorganizowaliśmy śniadanie z naleśnikami. Tomek bardzo chciałby przekonać Barbarę, że czas na drugą rundę...

Po naleśnikowym i bito-śmietanowym hedoniźmie trzeba było przewietrzyć towarzystwo.

Z serii - ciekawostki z okolicy - gniazdko.

Po spacerze zrobiliśmy się strasznie głodni, więc wpadliśmy do pobliskiego pubu na lunch.

Najfajniejsza zabawa - stanie ;>.

Mama dostała od tatki taki fajny wisiorek, który Nela natychmiast sobie przywłaszczyła.

Mała złodziejka...

... ukradła tatusiowi ogóreczka, a swojego jedzenia wcale nie chciała jeść.

Wieczorkiem razem z Nelą jak zwykle czytałyśmy przed snem książeczki o bobaskach.

I bajkę o Borysie.


4 Grudnia. A potem przyszli goście, strzelały szampany a na stole było pełno smakołyków. Tak się podekscytowaliśmy pięknym tortem, że zapomnieliśmy o świeczkach ;>.

14 grudnia. Powtórka z rozrywki.

piątek, 11 grudnia 2009

Soft play

Zgadaliśmy się dziś z jednym panem, że kiedyś kiedyś dawno temu, w czasach przed-potomkowych, byłoby to miejsce które przyprawiałoby nas o ból głowy i byłoby synonimem koszmaru. Wszędzie dzieci, małe, większe, śliniące się, śmiejące, raczkujące, przewracające, goniące, krzyczące, płaczące, z gilem, z resztakami śniadanka na koszulce, no i do tego nawołujące Mamy, Nianie, Babcie, i Tatusiowie, zagubieni jak "białas" na Afrykańskiej stacji autobusowej! I sama nie mogę uwierzyć, że teraz bardzo lubię przychodzić z Nelą na sesje zabawy "soft play" w lokalnym "klubie osiedlowym" (i to prowadzone przez organizację Riverside Parents w czynie społecznym!). Zawsze kogoś znajomego spotkamy, Spring Chickens mieszkają przecież w okolicy. A jak nie, to zawieramy nowe znajomości, np. z chłopcem który urodził się tego samego dnia co Nela i jego mamą, albo z tym panem dzisiaj.

Ale przecież nie dla ploteczek chodzimy na "soft play" (ciężko to przetłumaczyć...). Dzieciarnia jest tam w istym raju na ziemi. Można bawić się na materacach, kolorowych matach, raczkować przez góry poduch i przez tunele. Budować i rozwalać wieże z wielkich miękkich klocków. Jak już nam się znudzi raczkowanie i murarka to można pokotłować się w korytkach z mnóstwem kolowowych piłeczek, albo poprzeglądać w stojących przy ścianach miękkich lustrach (Nela zawsze próbuje polizać bobaska z lustra). Są też zjeżdżalnie, trampolina, drabinki i maszyny a'la siłownia (rowerek i bieżnia) w dziecięcych rozmiarach. Oczywiście Nela jest jeszcze na wiele tych atrakcji za smarkata, ale zawsze może popatrzeć jak szaleją na nich starszaki. Na koniec sesji, pani prowadząca wyciąga wielką okrągłą płachtę zwaną dumnie "spadochronem", wokół której zbieramy się na jeszcze więcej zabaw i śpiewanie piosenek. I nie będziecie zaskoczeni, że po takiej ilości wrażeń Nela zapada w wózku w zasłużoną drzemkę.

Z mamą w klubie.

Na nogach nowe butki!

I już raczek eksploruje terytorium.


A jak się natknie na coś interesującego, np wielką żabę, to oczywiście przechodzi do swojej ulubionej aktywności czyli żucia i gryzienia zdobyczy.

Zawsze jakieś nowe koleżanki i kolegów poznajemy. Tu niestety zaraz doszło do rękoczynów, bo Nela jest zafascynowana włosami... z oczywistych względów nie swoimi.

After-party w kulkach z żabą.


A na koniec osławiony "spadochron" (wrażliwych przepraszam za panią z lewej ;>).

wtorek, 8 grudnia 2009

Raczek nieboraczek

Mamy w domu najprawdziwszego raczka nieboraczka! Jeszcze kilka dni temu napisałam, że Nela wcale nie jest taka odważna w krestii poruszania na czterech kończynach, a tu proszę progres niesamowity. Daleko jej co prawda do sprawności i szybkości Max'a, Lucasa czy Odysseus'a, (kolegów ze Spring Chickens) którzy mobilnosć osiągnęli w wieku 6-7 miesięcy i są już zaawansowanymi raczkami. Nela musi być zmotywowana żeby wypuścić się na dłuższą eskapadę, ale technika, z wraz z nią pewność i odwaga, poprawia jej się z dnia na dzień.

A oto stadia nauki raczkowania, które zaobserwowaliśmy u Buczka:

1. Pompki
2. Przesuwanie do tyłu
3. Rolowanie
4. Poligonu ciąg dalszy - czołganie na pijanego żołnierza
5. Elementy jogi - pozycja "pies z głową w dół"
6. Na boulderowca - trzy ruchy pod kontrolą i desperacki skok do klamy
7. Z boczną nogą stabilizującą
8. Pełna koordynacja kończyn - do odważnych świat należy!

Motywacja - ale zachęcająca pszczółka.


Etap z boczną nogą stabilizującą.


Jak się chce dokądś dojść na czworaka to zdobycz trzeba nieść w zębach.

niedziela, 6 grudnia 2009

Lunch, mittagessen, almuerzo, déjeuner, 午餐

Wigilia już nedługo, sąsiedzi ubrali choinki, w centrach handlowych męczą jingle-bells itp piosenki, trzaskają karty kredytowe, więc i nam udzielił się świąteczny nastrój. Już nie wiem kto i kiedy rzucił pomysł, żeby spotkać się na świąteczny lunch całą gromadą Spring Chickens, ale natychmiast go podłapano i zarządzono zbiórkę w niedzielę o 12:30. Ringae zaoferowała gościnę, a każdy gość zobowiązał się do przygotowania wigilijnego lub świątecznego dania. Zajadano się potrawką wołową na piwie Guiness, lasagne z bakłażanem, irańskimi kremówkami, fransuskim ciastem czekoladowym, plackami ziemniaczanymi, śledziami i kapustą. A my tam bylim, szampana i wino pilim. A co widzielim i słyszelim, w blogu umieścilim!

Rano Grześ i Nela składali razem szafę z Ikei.


Nela nie jest na razie taką chojraczką jeśli chodzi o raczkowanie na długie dystanse, ale śrubki są niezwykle kuszące. Inne obiekty, do których biegnie na czworaka omijając skrzętnie swoje zabawki to: styropian, tektura, torebki foliowe, artykuły naukowe (szczególnie z dużą ilością wzorów), kable wszelkie, magazyny i klapki.


W drodze na imprezę przetestowaliśmy nowe nosidełko. Nela głośno się rechotała jak ją tata wrzucił na plecy, skąd wnioskujemy, że nowy środek transportu przypadł jej do gustu. W drodze powrotnej wymęczona atrakcjami całego dnia, ucięła sobie w nim nawet drzemkę.


Ringae, Alexis i Odysseus, czyli gospodarze imprezy mają niesamowite mieszkanie w budynku starej szkoły. Dzieci były wyjątkowo grzeczne i bawiły się w swoim kąciku (od lewej Oscar, Max, Jasper, Nela i Odysseus).


Każdy miał coś narodowego składkowego upitrasić. My przygotowaliśmy wigilijną kapustę z grzybami i śliwkami oraz śledzie, a Kati (z Niemiec) i Fred (z Norwegii) upiekli ciasto-domek ;>.


Nelka obgryzelka jak zwykle coś cały czas żuje.


Max, synek Aude, dużo gada, ładnie raczkuje i ma uroczą francuską nianię.


Liz i bardzo już śpiący Jasper. Dzieci były tak podekscytowane imprezą, że nie w głowie im były drzemki. Nela nie spała od 10:30 do 16:00 i mimo naszych obaw, nawet jej z tego tytułu nie puściły nerwy!


Babskie pogaduchy - Kati, Laura, mała Mia i Aude.


Jasper - a gdzie się podziała ta Nelka?


O, już wylazła po drugiej stronie fotela!


Oprócz czołgania się pod fotelem, ulubioną rozrywką Neluni jest teraz stanie. Nie umie jeszcze co prawda utrzymać równowagi bez pomocy, ale idzie jej coraz lepiej.

Przy maminym kolanie (w tle Odysseus wywala kwiatki ;>)


Przy nodze wujka Kenny'ego z Australii:


Przy zabawce gospodarza imprezy.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Poniedziałki z Nianią Żanetą

Straszny wstyd, ale jakoś nie miałam kiedy opowiedzieć, że Nela już od miesiąca co poniedziałek (a czasem też co czwartek) zostawała na cały dzień z Nianią - Ciocią Żanetą. I powiem szczerze, całkiem jej się to podobało, bo lubi urozmaicenia w codziennej rutynie i nowych ludzi. A w sekrecie dodam, że nie spędzają dnia we dwie, tylko w trójkę ... ale niektórzy pędzą beztroski żywot w środowisku wodnym i wcale ich nie widać (nie chodzi o żaby ani rybki akwariowe). Żaneta przez ponad 2 lata opiekowała się na pełen etat Mayą - córeczką naszych znajomych, ale w związku z coraz cięższym pasażerem na gapę robi sobie trochę więcej wolnego. Ma więc mnóstwo doświadczenia, co znacznie ułatwia powierzenie jej Neli na całe długie 10 godzin. Dziewczyny dużo się bawią, śpiewają piosenki, chodzą na spacery i na plac zabaw.

Ale zaraz zaraz? To co w tym czasie robią rodzice Neli? Chętnie też by się pobawili w "a kuku" albo poczytali książeczki, ale nie ma lekko. Tata robi to co zwykle - albo pisze programy dla "greedy bankers" albo biega na uniwersytet i rozwiązuje te swoje robaczkowe równania, a mama..., nie, nie chodzi na ploty, tylko też powoli wraca do trybu pracowego. Wszystko przez to, że niespodziewanie awansowano mamę podczas urlopu macierzyńskiego i w ten sposób perfidnie skuszono do wcześniejszczego niż planowała powrotu do pracy. Mama przez kilka bezsennych nocy targana była strasznymi wyrzutami sumienia - wrócić, nie wrócić, biedne dziecko zostawić... ale nieznośna esgiehowa ambicja wzięła górę i zobowiązała się powoli dzielić czas między pracę a Nelkę. Na szczęście na pełen etat wracam dopiero w kwietniu, więc mamy jeszcze dużo czasu razem.

Nela i Żaneta.

Słodyczak.

wtorek, 24 listopada 2009

A ja chcę sama!

"Sama sobie jedz te papki bez smaku" mówi Nela kiedy próbuję nakarmić ją zawartością słoiczków Gerber'a czy nawet obiadkami z finezyjnej serii Organix i na znak protestu zaciska mocno usta i kręci głową. W sumie to muszę przyznać jej rację, bo gotowe jedzenie dla dzieci (może z wyjątkiem owoców) moich kubków smakowych również nie pobudza (a próbowałam). Rozwijam więc nowe umiejętności kulinarne i pitraszę dla Nelusi smakowite obiadki. Jadła już między innymi takie frykasy jak: organiczny kurczaczek z warzywami i bazylią, kaczka z warzywami, kaszą gryczaną i włoskimi przyprawami, naleśniki, soczewica z czerwoną papryką, grillowana dynia z rozmarynem, słodkie ziemniaki i pieczone gruszki. Ale najbardziej na świecie nasza mała "Zosia-samosia" lubi karmić się sama. Z wielkim skupieniem chwyta kolorowe warzywa palcem wskazującym i kciukiem (preferuje pomarańczowe) i kieruje mniej więcej do buzi. Zawsze więc część obiadku miksujemy (ale tylko troszkę, a nie na zupełną paciajkę), a część Nela zjada w kawałkach. Tzn. taki jest teoretycznie plan... ale nadal odnotowujemy pewne straty i część dania ląduje na foteliku, śliniaczku i podłodze.

Odkąd nabyliśmy śliniaki heavy-duty z rękawami i kieszonką na odpadki, dużo rzadziej robimy pranie :>.


Moc jest! Pomyslcie sobie co będzie jak zacznie się wspinać :>. Czasem Nela zapomina, że ma w rączce słodki ziemniaczek i wrażenia go zgniata zamiast jeść. Potem, łapie następny kawałek ... a miazga ziemniaczana spada na ziemię.


Chwila skupienia....


I już marchewka wędruje do buzi...


A potem do brzuszka!

sobota, 14 listopada 2009

Hever castle w deszczu

Wreszcie wspólny weekend! Nela bardzo się za tatą stęskniła, a tu za oknem pogoda wprost przespaskudna: zacinający deszcz, porwisty wiatr, szare chmurzyska wiszą nad wzburzoną Tamizą, ledwie widać budynki City na przeciwległym brzegu. "Jeśli zostaniemy w domu, to deprecha murowana... a może się przejaśni..." stwierdziliśmy zgodnie i pojechaliśmy zwiedzić dom Winstona Churchill'a, na który zasadzamy się już od jakiegoś czasu. Niestety pocałowaliśmy klamkę, bo przybytek zamykają na zimę (chyba oszczędzają na ogrzewaniu...). Trochę rozczarowani, przeszliśmy do realizacji planu "B" czyli wizyty w pobliskim Hever Castle, gdzie urodziła się Anna Boleyn, druga żona Henryka VIII (ścięta przez kochanego małżonka w Tower of London, kiedy po kilku latach nie urodziła mu syna...). W zamku przywitano nas słowani "Wow, you're really brave!" Zwiedziliśmy też ogród (niektórzy spali u tatki w chuście), chowając się od czasu do czasu w altankach kiedy już bardzo padało. Na koniec dnia wpadliśmy też do pubu, żeby rozgrzać się przy kominku i coś przekąsić.

Nie spać, zwiedzać!

Bo jak nie to pociągnę za ucho!

Jeszcze zmiana pieluszki w samochodzie...

I już idziemy do Hever castle.
Przekraczamy fosę zamczyska.

Nelka spała, a my spacerowaliśmy tam i z powrotem osłonietą aleją, żeby torchę mniej na nas wiało. Zastanawialiśmy się co z Nelą zrobić jak od stycznia wrócę do pracy na 3 dni...

Duchy ogrodowe.

Pogoda w kratkę.

Kolacja w pubie. Nela najszerzej ze wszystkich otwierała buzię jak tata jadł ciasto czekoladowe z lodami... nie dała się oszukać jak udawał, że sięga słodkości, ale ukratkiem nabierał kurczaczka z marchewką. Bezbłędnie nas rozpracowała!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...